Z jakiej perspektywy by nie patrzeć, remont może się udać! Studium przypadku, część 2

Pierwszą część poświęconą remontom skończyłam na tym, że zaufanie jest dobre, ale kontrola jeszcze lepsza, dlatego sprawdzać trzeba wszystko w trakcie prac remontowych. Podałam Wam także przykłady, na co warto zwrócić uwagę. Dzisiaj kolejna porcja mrożących krew w żyłach opowieści.

Ale zanim przejdę do rzeczy, chciałam Wam podziękować za wszystkie pytania i historie Waszych wpadek remontowych. To dla mnie nie tylko ogromne źródło inspiracji, ale i dzięki temu wszyscy możemy wzajemnie uczyć się na błędach. Szkoda tylko że większość z Was pisała do mnie albo na privat na Instagramie, na maila, albo pytała osobiście. Sąsiadka (serdecznie Cię pozdrawiam) tlumaczyła, że jakoś tak niezręcznie jej było pytać o to w komentarzu. Domyślam się, że inni mogli wyjść z podobnego założenia, stąd tyle prywatnych wiadomości.  Nie ma się czym przejmować i czego obawiać kochani. Poza tym pamiętajcie, że możecie pisać pod pseudonimem artystycznym, bo namiary na Was widzę tylko ja i nikt więcej.

Teraz już do rzeczy.

Bardzo często wydaje się nam, że osoby które przychodzą remontować mieszkanie znają się doskonale na swojej robocie. Zasadniczo tak właśnie jest, ale… Zdarza się też tak, że właściciel firmy remontowej lub jego najbliżsi współpracownicy faktycznie śmigają w temacie, ale pozostali pracownicy już niekoniecznie. Właściciel, czy majster też nie zawsze jest cały czas przy remoncie, a jeśli już, to zazwyczaj zajmuje się bardziej skomplikowanymi pracami. Te proste o dziwo najczęściej są partaczone, jeśli wykonują je osoby zajmujące się dosyć krótko tym rzemiosłem i nie posiadające dostatecznej wiedzy. Dlatego mimo wszystko warto zagłębić się w czeluści Inaternetu i poczytać to i owo o sposobach wykonywania prac, które zlecamy. Kontrolując odbiór robót będziemy wiedzieć nie tylko na co zwrócić uwagę, ale także co ewentualnie zostało zrobione źle. Nikt nie wciśnie nam wtedy kitu w stylu „Kierowniczko! Będzie Pani zadowolona”. Mając nawet ogólną wiedzę jesteśmy w stanie wskazać co i jak zostało zrobione źle i ogólnie określić jakie mamy oczekiwania. To sprawi, że będziemy traktowani przez budowlańców bardziej serio i damy im sygnał, że nie z nami te numery – „Bruner!” Nie wierzycie? Oto przykład.

Zamontowanie listew przypodłogowych wydaje się rzeczą banalną, a można to koncertowo zepsuć. Panowie zajmujący się tym zadaniem na jednym z mieszkań w remoncie którego miałam przyjemność uczestniczyć nie wymyślili na przykład, że listwy powinny być przycięte na równe długości. Ja też nie wpadłam na to, że ktoś może tego nie wymyślić. Jeśli nie mamy tak długiej listwy, aby wystarczyła na całą ścianę, materiał trzeba rozłożyć sobie po długości i sprawdzić jak to wypadnie w praniu. Panowie rozpoczęli jednak kładzenie listew od jednej ściany jeden, od drugiej drugi i spotkali się na środku wraz z 10 cm luką!!! No trochę im nie styknęło. Co zrobili? Ucięli 10 centymetrowy „pipek” z kolejnej listwy i dokleili w szczelinę! Jak to elegancko wyglądało, nie będę mówić. Dodam jedynie, że nie wiedzieli także, że łącząc listwy przycina się je pod katem 45 stopni, tak aby miejsce klejenia było jak najmniej widoczne. Co za tym idzie rzeczony „pitek” drewna został siermiężnie przycięty na prosto i wsadzony w dziurę. A wystarczyło zwykłe dodawanie i odejmowanie oraz trochę pomyślunku i byłoby pięknie. To samo tyczy się wszelakiego rodzaju płytek. Często zdarza się, że po prostu wymiar płytek i pomieszczenia wymusza ich przycięcie w pewnym momencie. Fachowiec przeliczy to jednak wcześniej i tak ułoży materiał, aby nie dość, że przycięcie było w najmniej widocznym miejscu, to jeszcze wyglądało estetycznie. Widziałam już nie raz łazienki, gdzie na podłodze przy wannie były takie podoklejane „pipki” z płytek. Koncepcja z innego wymiaru! Zawsze w takich sytuacjach przypominają mi się słowa mamy: „ nie musisz sama gotować, ale jak nie będziesz umieć to nie ocenisz, czy ktoś wykonuje to dla ciebie dobrze i nie robi cię w konia”. Nie sposób znać się na wszystkim, ale od czego jest Internet… i ten skromny blog 😉

Kiedy dotrzemy już do etapu, że remont praktycznie się kończy, również nie trudno o błędy. Zanim odetchniemy z ulgą i wypłacimy ostatnie transze wynagrodzenia ekipie, trzeba jeszcze raz wszystko sprawdzić. Na tym etapie najłatwiej jest odpuścić. Jesteśmy już zmęczeni całą sprawą, chcemy żeby ten koszmar się wreszcie skończył i łatwiej machamy ręką na pewne rzeczy. To najgorsze co możemy zrobić. Jeśli wyjdą po fakcie jakieś problemy i niedoróbki to my będziemy mierzyć się z problemem, czasami samotnie. Żeby dokonując tzw. ostatniego oglądu mieszkania nie miotać się po nim bez ładu i składu zawsze stosuje zasadę symulacji mieszkania. Kiedy wchodzę wyobrażam sobie taki standardowy dzień z życia: wracam z pracy z dziećmi pod pachą, siatami i tobolami w rękach i co robię? Ściągam buty, palę światło w przedpokoju i ściągam kurtkę, stawiając siaty gdzie popadnie. W tym momencie sprawdzamy już kilka rzeczy:

  1. Czy światła działają, a lampy są dobrze zamontowane.
  2. Czy drzwi dobrze się otwierają i zamykają, czy nie trzeba ich np. podciąć po rysują podłogę.
  3. Czy haczyki na ubrania w przedpokoju są solidnie i równo przykręcone oraz czy wiszą tam, gdzie chcieliśmy.

Zakres takiej kontroli zależy oczywiście od zakresu remontu, ale przyjmując, że mamy do czynienia z generalnym remontem całego mieszkania, tak należy sprawdzić pomieszczenie po pomieszczeniu. Newralgicznymi punktami są oczywiście łazienka i kuchnia. Sprawdzić trzeba nie tylko eklektykę, ale też to czy z kranu leci woda i to ciepła, czy nic nie przecieka i syfony są dobrze poodkręcane. Puśćmy wodę na dłuższą chwilę i sprawdźmy szafki, czy nigdzie nie jest mokro. Spuśćmy wodę w toalecie, uruchommy kuchenkę i piekarnik, a także pochłaniacz. Zajrzyjmy do lodówki. Uruchommy pompę w zmywarce. Sprawdźmy stan okien i parapetów, czy zostały należycie odczyszczone po remoncie i przede wszystkim stan silikonów i fug.

Pamiętajmy, że ekipa powinna po sobie posprzątać i usunąć wszelkie zabrudzenia, które spowodowała w trakcie prac. Powinna także wynieść śmieci budowlane itp.

Jeśli przyłożymy się do tego zadania będziemy spać spokojniej. Dobrze byłoby też spisać protokół odbioru. W takim dokumencie wpiszecie wszystkie rzeczy, które trzeba poprawić. Należy zrobić to bardzo dokładnie oraz określić termin, do którego prace te muszą zostać wykonane. Nie dajcie się zbyć wymówkom, że ktoś podjedzie i to zrobi, że będzie u nas na dniach itp. Tylko konkrety, bo inaczej zostaniecie z niedoróbkami na święty nigdy.

 

Z tego względu należy też porozumieć się co do kwoty, która pozostała do wypłaty i uiścić jedynie jej część, proporcjonalnie do ilości poprawek. Jeśli zapłacicie całość to możecie nie doczekać się na fachowców.

Kolejną kwestią jest sposób w jaki dokonujemy rozliczeń, tych etapowych i rozliczenia końcowego. Jeśli jest to przelew, wszystko gra, jeśli gotówka, warto przygotować sobie pokwitowanie jej odbioru, albo umieścić takie oświadczenie na końcu protokołu. Ja preferuję ten ostatni sposób. W protokole wpisuję jaka część pieniędzy została wypłacona, a ile zostaje do zapłaty i dołączam do tego oświadczenie przedstawiciela ekipy odbierającego pieniądze, że gotówkę przyjął i kwituje to odrębnym podpisem. Upewnijcie się także, że jest to osoba uprawniona do odebrania kasy. Niby oczywiste, a znam takich, którzy zaliczyli wpadkę.

Na koniec rzecz, o której powinniśmy pomyśleć na początku, kiedy wybieramy ekipę. Ubezpieczenie OC! To bardzo ważna sprawa, aby zapytać czy firma takowe posiada, a jeśli tak to koniecznie, ale to koniczynie poprosić o skan, kopię, zdjęcie itp. pierwszej strony polisy z podpisem. Dzięki temu wiemy na jaką kwotę opiewa ubezpieczenie, że faktycznie istnieje i kto jest tak naprawdę uprawniony do reprezentowania firmy remontowej. Wiedza ta jest niezbędna, jeśli nie chcemy napytać sobie kłopotów i dodatkowych kosztów podczas remontu. Wyobraźcie sobie sytuację, w której w trakcie zbijania kafli w łazience i wymiany rur coś idzie nie tak i zalewacie sąsiada na dole. Jeśli ekipa nie ma OC to z Waszej kieszeni trzeba będzie wyremontować sąsiadowi zalaną część mieszkania. Koszty takiego wypadku przy pracy mogą być naprawdę spore, a założę się, że kiedy ostatni raz robiliście grubszy remont zupełnie o tym nie pomyśleliście.

Jeśli chcielibyście o coś  jeszcze zapytać w tym lub innym temacie, to czekam na Was w komentarzach.

Tymczasem uciekam do pracy, bo przede mną kolejny remont.

Całusy

Agnieszka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *