Pisanie to wyzwanie – pierwszy rok za nami!

Od chwili założenia bloga minął rok, dacie wiarę? Przez ten czas co miesiąc odwiedzało nas średnio ponad 2000 (!) osób, które zdecydowały się spojrzeć na świat z naszej perspektywy. Bardzo Wam dziękujemy! Mamy nadzieję, że grono czytelników jeszcze się powiększy. W międzyczasie przyszła pora na małe podsumowanie tego co się u nas działo, no i o ogromnych zmianach, które są już w toku!

A: Decyzja o założeniu bloga nie powstała spontanicznie. Kluła się w mojej głowie od dłuższego czasu, bo bardzo lubię pisać. Obrona doktoratu i skupianie się wyłącznie na publikacjach naukowych sprawiły jednak, że ta moja pasja trochę mi zbrzydła. Potrzebowałam odskoczni do czegoś normalnego, do kontaktu z czytelnikiem na innym niż zawodowy poziomie. Nie zdawałam sobie jednak do końca sprawy co to w praktyce przyniesie i z czym to się je.

 

D: Muszę przyznać, że też nie do końca to wiedziałam! Na pewno wiedziałam jednak, że chciałabym móc pisać. Mamy chyba do tego w rodzinie skłonności…! Poza tym, otworzyła się przede mną możliwość zamieszczenia na własnej stronie samych autorskich tekstów na dokładnie te tematy, które chcę. Uznałam, że warto w to wejść. Miałam jednak pewne wątpliwości, czy przy moim trybie życia starczy mi czasu na dopieszczanie tekstów tak, jakbym chciała. Jednak ciekawość i chęć podjęcia wyzwania zwyciężyły!

A: Rok istnienia bloga był dla mnie jedną wielką niekończącą się lekcją. Na początku trzeba było zgłębić tajniki WordPressa (a wierzcie mi, niby to takie proste, ale jak przyjdzie do szczegółów, to grube nocne godziny pękały!). Dalej jako człowiek który do tej pory nie posiadał Facebooka ani Instagrama musiałam przejść na ciemną stronę mocy i ogarnąć te kwestie. Chwała, że była przy mnie Dagmara, bo sama bym nie podołała. Generalnie do tej pory nie do końca rozumiem mechanizmy wpędzające machinę mediów społecznościowych w ruch i przeraża mnie ogrom marketingu jaki się tam dzieje, ale po omacku, powolutku płynę z tymi tematami do przodu.

 

D: Tak, te kwestie techniczne chyba były najtrudniejsze, ale dzielnie wspiera nas niezastąpiony K., który cierpliwie znosił wybrzydzanie z nowymi skórkami i niekiedy walkę z wiatrakami w postaci opornej wordpressowej materii. Dużą lekcją dla nas obu myślę, że jest nauka sprawnego współdziałania. Tworząc bloga w dwie osoby bardzo ważne jest słuchanie i uczenie się tak naprawdę od siebie nawzajem!

 

A: O tak, pomimo że znamy się od tetrowej pieluchy i mieszkamy niedaleko siebie, to wspólna praca nad jednym projektem wymagała od spojrzenia na siebie na nowo oraz dużo cierpliwości, zwłaszcza od Dagmary. Niestety mój apodyktyczny charakterek często dawał o sobie znać, ale na szczęście dyplomatyczna natura Dagi potrafiła świetnie tonować moje autorskie zapędy. Patrząc jednak na wyniki, to starcie dwóch charakterów zaowocowało i mamy nadzieję, że dało wam tyle samo radości co nam.

Niewątpliwie rok pisana bloga poza nieustanną nauką przyniósł nam wiele cudownych chwil, satysfakcji i stanowił źródło motywacji do codziennego podejmowania rękawicy. Wiecie jak to jest, jak człowiek uważa że ma mało czasu, bierze sobie na głowę nowe obowiązki i wtedy widzi ile go marnował 😉 . Kiedy jednak przy takiej inwestycji czasu i zaangażowaniu w dużej mierze i emocjonalnym słyszy się pochwały, serce rośnie. Kiedy wiemy, że to co piszemy czyta tak wiele osób, to czujemy się ogromną radość.

D: A do tego, kiedy w rozmowach ze znajomymi słyszę zdania z moich tekstów, to są to jedne ze wspanialszych momentów. To, że je czytacie i o nich dyskutujecie jest dla autora świetną nagrodą!

A: Ale szczerze przyznaję, obawy były duże. Jesteśmy z Dagmarą zupełnie odmienne, co widać i w podejmowanych tematach, i w sposobie pisania. Fakt, że to doceniacie i poświęcanie swój czas na spotkanie z naszymi spostrzeżeniami, uświadamia nam jak ogromna odpowiedzialność kryje się za pozornie błahą sprawą, jaką może się wydawać pisanie bloga.

D: Z tego względu w ostatnim czasie na blogu zaszły duże zmiany. Jak mogliście już zauważyć mocno ograniczyłam swoją obecność na blogu i w naszych mediach społecznościowych. Moje obawy co do rozciągliwości doby i moich możliwości potwierdziły się. Nie lubiąc robić rzeczy na pół gwizdka zdecydowałam się w całości oddać Agnieszce pole działania na naszym blogu. Wierzę, że sobie bardzo dobrze poradzi! Nie oznacza to, że całkowicie go porzucam. Z tylnego siedzenia pasażera patrzę i podpowiadam. Nie wykluczone, że coś jeszcze napiszę, więc nie mówię „żegnajcie”, tylko „do zobaczenia!”.

A: Dziękujemy Wam za obecność i czekamy na więcej. Zapraszamy do spojrzenia na świat przez kolejny rok z nieco innej perspektywy, a kto wie co przyniesie przyszłość.

Agnieszka & Dagmara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *