Z jakiej perspektywy by nie patrzeć, remont może się udać! Studium przypadku, część 1

Wbrew pozorom sprawa jest bardziej skomplikowana niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Niby wszyscy wszystko wiedzą,, a jak przyjdzie co do czego to katastrofa. Kiedy znajomi przychodzą prosić mnie o radę, często nawet nie muszę łapać się za głowę, bo sami to robią i zastanawiają się jakim cudem dali się tak wpuścić w maliny. Przecież to niemożliwe!!! A jednak…

 

Idzie wiosna i wszyscy zaczynają przygotowywać się do wielkiego sprzątania. niedaleko nietrudno wtedy o spostrzeżenia że przydało by się coś odmalować, poprawić, wymienić i decyzja o remoncie gotowa. Tak z małego odświeżenia robi się zakres prac na co najmniej dwa tygodnie solidnego makeover. Za tym oczywiście idą pieniądze, nie tylko te na materiały i wykończenie, ale także na wszelakich fachowców.

I tu zaczynają się schody, wcale nie prowadzące do nieba i domowej oazy spokoju, a do piekła niekończących się prac remontowo-budowlanych. Najśmieszniejsze w całej sytuacji jest to, że tych kłopotów można uniknąć w dość prosty sposób. Niestety z niewyjaśnionych powodów większość z nas niezwykle często zapomina o najprostszych rozwiązaniach i stosuje zasadę nadmiernego zaufania. Weźmy to na logikę  –zaufanie dobre, ale kontrola jeszcze lepsza!

Dlatego myślę, że warto spojrzeć na sprawę nieco bardziej zapobiegawczo, zarówno z poPrawnej perspektywy jak i z tej praktycznej.

Łazienka przed remontem

 

Strategia, strategia i jeszcze raz planowanie

Łazienka po remoncie

Wszyscy zazwyczaj zaczynają od tego samego. To nie będzie wielki remont, tu się podmaluje, tam się doklei i jakoś to będzie. W praniu okazuje się jednak, że odparzyło ścianę i spadło pół tynku, fuga się wykruszyła, płytki wołają o pomstę do nieba, elektryka się sypie, a panele… lata świetności mają za sobą. I po co się tak oszukiwać? Lepiej zacząć od krytycznego oglądu sytuacji, oszacować zakres prac i budżet. Lepiej zrobić to dość solidnie, żeby się nie okazało, że nasze kalkulacje były mocno niedoszacowane. I tak pewnie znając życie remont przedłuży się o tydzień i ok 500 zł, więc ten bufor też trzeba uwzględnić. Trzeba też poszukać odpowiednich fachowców. Niestety te poszukiwania należy zacząć z minimum kilku miesięcznym wyprzedzeniem. Zazwyczaj na sprawdzonych ludzi czeka się około pół roku, więc jeśli zaczniecie już teraz, na wakacje może się udać załatwić sensowną ekipę. Co ważne, zanim zdecydujemy się na kogokolwiek, należy zaprosić do siebie kilka ekip, pokazać miejsce remontu i opisać zakres prac z prośbą o wycenę. Zobaczycie jak bardzo mogą różnić się kwoty za tą samą usługę. Nie wybierajcie jednak od razu najtańszej. Poproście ekipy o rekomendacje od klientów, zdjęcia inwestycji które wykonywali itp. Zazwyczaj nie ma z tym problemu i prawdziwi fachowcy podają kontakt do swoich klientów. Można się z nimi skontaktować i poprosić o rekomendację. Wy również w przyszłości możecie zostać poproszeni o taką przysługę. Idealną sytuacją, która wcale tak rzadko się nie zdarza jest możliwość podjechania na aktualnie wykonywane zlecenie przez ekipę i obejrzenie wyników ich pracy. Korzystajmy z takiej okazji do weryfikacji.

Czasami zdarza się także, że w trakcie wyceny wykonawca wskaże prace, które trzeba wykonać, a których nie przewidywaliście. Czasem jest to konieczne i uzasadnione oraz świadczy o tym, że ktoś zna się na rzeczy. Niestety czasem ma to jedynie na celu naciągniecie inwestora na większy wydatek, a co za tym idzie zarobek dla drugiej strony. Taką sytuację pomoże Wam zweryfikować zaproszenie innych ekip remontowych i poczytanie o tym w Internecie.

Po drugie papier

przedpokój przed

Jak mówi stara łacińska paremia: słowa ulatują, a to co napisane zostaje. Ta zasada powinna nam przyświecać absolutnie zawsze. W praktyce często jest jednak tak, że ekipy remontowe i wszelkiego rodzaju fachowcy wykonując prace u osób prywatnych nie podpisują umów, tylko wystawiają fakturę, a czasem nawet i tego nie robią. Urząd Skarbowy niech się nie dziwi! Szaremu zjadaczowi chleba faktura nie jest specjalnie potrzebna, a kiedy firma remontowa ją wystawia automatycznie doliczy do ceny VAT, który zapłaci remontujący. Wniosek – trzeba uprościć kwestie podatkowe, ale my tu nie o tym. Inwestor liczy pieniądze i często nie myśli, że w przypadku usterek ujawnionych po odebraniu prac, będzie mógł liczyć jedynie na uczciwość wykonawcy, który przyjdzie i to poprawi. Jeśli odmówi, nie będzie żadnego śladu na papierze, że to akurat on wykonał usługę i że ma obowiązek poprawić niedoróbki. Oczywiście takie sytuacje nie są bez wyjścia, ale trzeba masę zachodu i często dużo środków, żeby dowieść swojego.

 

przedpokój po

Dlatego bez względu na to, czy decydujecie się na wzięcie faktury czy nie, obowiązkowo należy spisać etapy i zakres wykonywanych robót oraz ustaloną wysokość wynagrodzenia. Nie musi być to tradycyjna papierowa forma uzgodnień. Mail też zda egzamin. Taki wykaz, spisany w punktach to też forma umowy, mimo że nie ma nagłówka, paragrafów itp. Jasno jednak zostają określone obowiązki stron, a to daje nam większe bezpieczeństwo, że remont zakończy się sukcesem, a to z kilku powodów:

  1. Określamy dokładnie jaki zakres prac ma zostać wykonany i w jakim czasie. Najlepiej podzielić to także na pomieszczenia i rozliczać ekipę z etapów wykonanych robót np.:

– gładzie i malowanie przedpokoju, zamontowanie karniszy, gniazdek i listew przypodłogowych – 4 dni tj. np. od. 1-4 czerwca 2018 r.

– gładzie i malowanie pokoju, demontaż paneli, zabezpieczenie i izolacja podłogi, położenie nowych paneli – 5 dni 5-9 czerwca 2018 r. itd. Zawsze polecam rozpisanie wszystkich elementów remontu na czynniki pierwsze. Często niestety dzieje się tak, że ktoś o czymś zapomni, albo nie wykona pracy do końca poprawnie. Niby wszystko jest oczywiste, ale jak zobaczycie w przykładach podanych w kolejnych częściach, fantazja wykonawców nie zna granic.

  1. Określamy koszt całego remontu i dzielimy go na etapy. Warto dokładnie ustalić z ekipą kwestię materiałów tzn. czy sami je zakupimy, czy oni je nam dostarczą. Tutaj też czyha na nas parę pułapek, ale o tym za moment. Po zakończeniu i odebraniu bez zastrzeżeń (co ważne) poszczególnych etapów prac, wypłacane pieniądze staną się także rodzajem motywacji dla robotników do lepszej i szybszej pracy, a my zyskamy pewność, że na koniec inwestycji nie okaże się, że to i tamto trzeba poprawić i nie możemy się tego doprosić.

Jakość ma znaczenie

Remontu nie robimy co roku, raczej jest to przedsięwzięcie na lata, więc dobrze jest dopilnować, aby nie tylko jakość pracy ekipy nas zadowalała, ale także zadbać o jakość materiałów. Na pewnych rzeczach po prostu nie warto oszczędzać, bo w efekcie wyjdzie nas to dużo drożej niż możemy sobie wyobrażać.

Zanim robotnicy przystąpią do pracy obowiązkowo należy dokładnie ustalić czy i ewentualnie jakie materiały dostarcza ekipa, a jakie my. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać (a z doświadczenia powiem, że przypuszczenie w 80% przypadków graniczy z pewnością), że ekipa będzie chciała przyoszczędzić na materiałach, aby zarobić więcej albo pozbyć się tych, które zostały im z innej inwestycji. O ile kwestie gładzi, zapraw, klejów itp. możemy powierzyć ekipie, choć dobrze jest dopytać jakiej jakości produktów użyją, kwestie związane z farbami, fugami, akrylami, wszelkiej maści, płytkami, panelami, listwami przypodłogowymi, oprawkami na gniazdka itp. lepiej zająć się samemu. Po pierwsze zakup tych rzeczy nie jest skomplikowany, po drugie będziemy mieli dokładnie to co chcemy, po trzecie panujemy nad jakością i cenami.

Aby efekt remontu był co najmniej zgodny z naszymi oczekiwaniami, musimy patrzeć wykonawcy na ręce. Nie wolno odpuszczać nawet na milimetr i należy kontrolować każdy etap wykonanych prac. Bardzo trudno trafić na kogoś precyzyjnego, kto podejdzie do naszej inwestycji jak do swojej. Ja znam tylko jedną taką osobę. Mojego męża – i nie jest to kokieteria. Sprawdzać należy wszystko i to bardzo dokładnie. To teraz przykłady.

  1. Położoną podłogę należy skontrolować nie tylko pod kątem estetycznym tzn. czy jest równa, czy fugi w przypadku płytek są ładnie położone, czy wzór wygląda tak jak miał wyglądać. Trzeba wziąć do ręki poziomicę, sprawdzić czy wszędzie mamy poziom, pochodzić po podłodze na kolanach, postukać, popukać… Warto także zwrócić uwagę, czy płytki lub panele nie są nigdzie uszkodzone lub pobrudzone np. zarysowane od nóg drabin czy umazane klejem.
  2. Zanim dojdzie do malowania warto sprawdzić gładzie na ścianach, by upewnić się, że jest równo. W tym celu najlepiej włączyć wszystkie możliwe światła, wziąć latarkę, stanąć na drabinie i od łączenia sufitu ze ścian poświecić w dół na wszystkie strony. Nierówności wyjdą jak na dłoni. Poziomica też jest obowiązkowa. Ja mam taką laserową, która sprawdza mi od razu pion i poziom – ekstra bajer mówię Wam, jak w „Gwiezdnych Wojnach” – polecam. Niech mówią że jesteśmy upierdliwi (w domyśle wredna baba itd.), w końcu to nasze pieniądze i nasze mieszkanie! Tak, czy nie?

 

Uwielbiam remonty i mogłabym pisać o nich bez końca. Niestety tym sposobem ten wpis zrobił by się przydługi. Chcąc nie chcąc, muszę skończyć dzisiaj w tym miejscu i rozbić go na dwa, żeby Was nie zamordować… W drugiej części w przyszłą sobotę ciąg dalszy studium przypadku. Będzie między innymi o tym jak wypłacać pieniądze ekipom i jakie błędy popełniamy najczęściej już prawie na finiszu, o sposobie pracy ekip i parę innych mrożących krew w żyłach historii.

Tymczasem zostawiam Was z decyzją o remoncie do przemyślenia!

Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *