Moda, kultura czy lenistwo?

Tekst, który czytacie może nie jest o ratowaniu świata, czy innych wzniosłych rzeczach, ale musiałam Wam go napisać. Do podjęcia tematu skłoniła mnie fotografia przysłana przez przyjaciółkę przebywającą obecnie za bardzo daleką granicą. Niestety jest to obraz dla czytelników o mocnych nerwach, więc nie mogłam go umieścić jako fotografii wyróżniającej. Możecie je jednak zobaczyć na zakończenie tekstu.

 

 

Poza fotografią kluczowym był dla mnie dodany do niej komentarz autorki. Celny i jakże trafiony: „Moda, kultura, lenistwo, religia?”

Zdjęcie przedstawiała ujęcie nóg, pewnej Pani! (choć na pierwszy rzut oka można mieć wątpliwości), która przyszła do pracy w stanie mocno naturalnym. Łydki i jak się domyślam pewnie również cala reszta pokryte są bowiem gęstym owłosieniem. To nie są po prostu niegolone nogi, to są nogi pierwotne, które nigdy nie widziały maszynki do golenia, o depilatorze czy innych metodach nie wspominając. Powiem Wam szczerze, że trochę mnie to zszokowało! Ok. Każdy niech się nosi jak chce, lubi i nic mi do tego. Nie potępiam, nie pochwalam, po prostu nie leży to w mojej estetyce.

Niektórzy pewnie pomyślą „na cóż się tu oburzać, taki kanon piękna obowiązywał przecież jeszcze całkiem niedawno”. Pamiętacie rolę wspaniałej i niepowtarzalnej ikony piękna swoich młodych czasów, Anny Dymnej, w komedii „Kochaj, albo rzuć”? Była tam taka scena, jak postać grana przez aktorkę rozbiera się przy otwartym oknie, a pod pachami widzimy… las. Nikogo to wtedy nie dziwiło. Tak po prostu było, nie komentowało się tego i koniec.

Czasy jednak trochę się zmieniły, a kult takiej bliskości z naturą ustąpił potrzebie pięknej gładkości. Ponieważ potrzeba jest matką wynalazku, technologia umożliwia nam radzenie sobie z niechcianym owłosieniem na różne sposoby, które raz na długi czas rozwiązują problem. Technologie depilacji światłem, czy innymi metodami są już bardzo dostępne i cenowo i czasowo, gdyż możemy je wykonywać same w domu. Ale nie w technologii jest problem. Myślę że chodzi po prostu o to, żeby się nam chciało, tak jak się nam nie chce, bez względu na modę i kulturę!

Zwłaszcza że na bycie pięknym, gładkim i fit panuje obecnie moda. Co prawda, co jakiś czas wydarza się coś przełamującego ten trend, ale to tylko odstępstwa od reguły. Może to być okładka czasopisma, film, sesja zdjęciowa, znana osobowość promująca powrót do natury. Czy jest to jednak kulturowo akceptowalne? Z tym jest dość różnie. Przykładem może być kampania reklamowa jednej ze znanych marek sportowych, w której m.in. wystąpiła modelka o nieogolonych nogach (tekst na ten temat możecie przeczytać TUTAJ).  Kobieta jest propagatorką ruchu, który promuje dość naturalistyczne podejście do wyglądu. Jej postawa i upublicznienie taką skalę zapatrywania na kwestie wizerunku współczesnej kobiety spotkały się jednak z ogromną falą hejtu. Oburzenie społeczne było tak wielkie, że modelka dostawała nawet wiadomości z pogróżkami.

Zaryzykuję stwierdzenie, że szerokość geograficzna nie ma tu znaczenia. Generalnie globalny trend lub jak kto woli moda na bycie pięknym jest tak utarty i tak wsiąkł w świadomość kulturową na całym świecie, że dla większości z nas odstępstwa od przyjętego jako obowiązujący kanonu nie są akceptowalne. O ile agresja, czy powszechna krytyka w tym zakresie jest czymś godnym potępienia i nie powinna mieć miejsca, to jestem w stanie zrozumieć szok i  zaskoczenie, że ktoś pokazuje się prezentując owłosione nogi.

No to zadajmy sobie podstawowe w tej sytuacji pytanie, czy taki obrazek jest estetyczny? Według mnie nie! Nie jest to także powszechnie uznawane za ładne i jakoś się nam niespecjalnie podoba. Mimo to, co zaskakujące biorąc pod uwagę przyjętą koncepcję wizerunku kobiety, nasza szara codzienna rzeczywistość wcale aż tak bardzo się nie różni od tej z tytułowego zdjęcia, czy wizerunku z przywołanej kampanii. Można się śmiać, ale rozejrzyjcie się w dookoła. Na Instagramie, czy Facebooku większość z nas prezentuje się w całej krasie, najpiękniej jak umie. Stosuje filtry, makijaż, grę światłem, aby jak najlepiej wyjść na zdjęciu. A jak jest na co dzień? Bardzo często przebywając w sklepie, na placu zabaw, w szkole u syna, w pracy, czy po prostu idąc ulicą, widzę wiele kobiet, które delikatnie mówiąc, nie są zadbane. Nie mam tu na myśli modnych drogich ciuchów, perfekcyjnego filmowego makijażu i włosów układanych misternie przez wiele godzin. Panie wychodzą z domu z tłustymi włosami, często spiętymi w mało estetyczną kitkę, czasem w uszkodzonych i nienaprawionych ubraniach, brudnych butach itp.

Usprawiedliwianie się pracą, dziećmi i brakiem czasu mnie nie przekonuje. Sama mam dwójkę latorośli, ale nie spotkacie mnie chodzącą z nieumytą czupryną. Znam wiele mam, które mają nawet trójkę i czwórkę dzieci i są jak spod igiełki. Ubrane, umalowane, zadbane, pracujące na pełny etat. Można? Można! Co zatem sprawia, że tak wiele z nas nie dba o siebie? Lenistwo? Usuwanie zbędnego owłosienia, tak dbanie o włosy, cerę czy makijaż składa się na ogólny wizerunek zadbanej kobiety. Kiedy ktoś odstaje od tych standardów określamy go mianem niezadbanego. Jeśli jest to część wizerunku i pewnej kreacji lub manifestacji swoich poglądów, to z mojej perspektywy jest to akceptowalne i nie powinniśmy się przysłowiowo czepiać. Jeśli jednak jest to kwestia lenistwa, to tego już kompletnie nie rozumiem. Przecież ogarnięcie tych tematów nic nie kosztuje, poza odrobiną samodyscypliny. Czas się znajdzie, wystarczy go tylko poszukać. Jeśli krytycznie popatrzymy na swój dzień może okazać się, że zamiast oglądać kolejny serial, nic nie wnoszący do naszego życia, może warto ten czas poświecić na relaks i zajęcie się sobą. Zawsze można ustawić sobie obowiązki tak, aby na serialu prasować, zacerować rozdarte ubranie, albo zrobić paznokcie, czy położyć maseczkę itp. Lubicie się gapić w ścianę np. prasując? Ja nie znoszę i nie jestem w stanie prasować nie oglądając czegoś. Mam podzielną uwagę, wiec w ogóle mi to nie przeszkadza, a łączę przyjemne z pożytecznym. Czas wykorzystuję efektywnie, a ten zaoszczędzony mam gratis dla siebie (może niewiele, ale zawsze coś).

 

Zadbanie o swój wizerunek to przecież nie tylko lepsze samopoczucie, to przede wszystkim łatwiejszy kontakt z otoczeniem, lepszy odbiór naszej osoby w pracy itp. Niestety jak cię widzą, tak cię piszą! Jeśli wyglądamy niechlujnie to jesteśmy postrzegani jako osoby niechlujne, niesłowne i nieterminowe. Takiej oceny chyba nikt z nas nie chce.

Zadbanie o wygląd poprawi także nasze relacje z domu, z partnerem i nawet z dziećmi. Zawsze zastanawiam się, czy mamy które całkowicie zapominają o sobie mogłyby zapomnieć o swoich dzieciach i ich potrzebach? Raczej nie. Na pewno nie! Każda mama dba o swoje pociechy i lubi się nimi chwalić. Odwróćmy ta sytuację. Dzieci to też ludzie i tak jak dorośli lubią być dumne ze swoich rodziców. Mają oczy i nie są głupie, a te starsze naprawdę potrafią dokonywać ocen i porównań. Kiedy widzą, że ich mama wygląda jak kopciuszek, a inne mamy jak księżniczki to pewnie im trochę przykro, mimo że kochają mamę najbardziej na świecie i tego uczucia nic nie zmieni.

Podobnie jest z partnerem, mężem czy narzeczonym. Pamiętacie początki związku? Nie było szans na wyjście no makeup, czy z fryzurą na cebulę. Wszystko było na tip top, bo trzeba było się pokazać jak najlepiej. Wiadomo, że z upływem czasu związek się zmienia i nasze relacje oraz postrzeganie siebie też, ale nie chciałybyśmy aby nasz partner snuł się po domu w dziurawych skarpetach, nieogolony lub z zaniedbana brodą, nieumytymi włosami i pachnący poniedziałkiem przy środzie… W drugą stronę jest tak samo. Dlatego warto zamienić już dawno znoszone dresy na wygodne jeansy, rozciągnięty sweter na gustowną koszulkę lub koszulę. Nic wielkiego, a domowy look będzie zupełnie inny.

To z pewnością lepsza motywacją niż moda czy kultura!

Czy moda, kultura lub lenistwo, powinny zatem determinować nasze dążenie do tego by pięknymi? Myślę że nasza potrzeba i chęć bycia pięknymi dla siebie i najbliższych jest tego najlepszą determinantą, wynikającą z naszej wewnętrznej potrzeby i wewnętrznego piękna.

Wygląd mimo, że nie najważniejszy jest bardzo istotny i choć od dawna głoszę hasło, że powinna zapanować moda na to żeby mieć więcej w głowie, a oszczędniej na sobie, to nie wyjdę na ulicę byle jak. Przecież chodzi o to, że zadbane mamy większą pewność siebie i moc do działania.

Może zatem warto wstać 10 minut wcześniej i jednak machnąć lekki makijaż przed wyjściem z domu, wieczorem umyć włosy (jeśli wiemy, że rano nie ma na to szans) i wcześniej przygotować sobie ubranie. Ja wstaję od pisania i idę do łazienki. Mimo że jest 00:30, trzeba o siebie zadbać. Paradoksalnie piętnaście dodatkowych minut na ekstra „coś” pomaga mi spokojniej zasnąć i lepiej wypocząć przez ten krótki czas do 6:30, a relaks i sen to przecież też składniki piękna. W końcu każdy woli być ładnym niż brzydkim, no nie? 😉

Agnieszka

A teraz zdjęcie…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *