Jak baba za kierownicą!

Patrząc z perspektywy kobiety, mam ochotę popukać w głowę panom wypowiadającym ten slogan. Patrząc z perspektywy prawnika, mam ochotę szepnąć pod nosem: ten się śmieje kto się śmieje ostatni! Od 4 czerwca zmieniają się przepisy ustawy o kierujących pojazdami i chłopu za kierownicą też lekko nie będzie.

Ładnych kilaka lat temu, kiedy jechałam z moim synem (wtedy jeszcze do przedszkola), na jednym z większych skrzyżowań w Krakowie staliśmy na czerwonym świetle. Nagle rozległ się głos klaksonu, który (pewnie jakiś facet) cisnął do granic możliwości. Reakcja mojego dziecka była bezcenna.

Pięcioletni maluch na ten dźwięk, poirytowany zapytał:

– Mamo co zrobiłaś?

Moje święte oburzenie było chyba uzasadnione.

– Dlaczego ja? – zapytałam.

– Bo wujek mówił kiedyś jak jechaliśmy i ktoś zatrąbił, że pewnie baba za kierownicą.

Pomyślałam, że mamy progres, bo nie jestem już tylko mamą lecz też kobietą, znaczy się babą, ale i to dobre. Jednak po chwili uśmiechu przyszła zaduma… Jak szybko mali przedstawiciele swojego gatunku podłapują te męskie stereotypy! Żeby tak w lot ogarniali, że skarpety to się wrzuca do kosza na brudy, a klapę od toalety opuszcza! Co to to nie, to już jednak za trudne.

Takie właśnie jest obiegowe przekonanie, że kobiety nie potrafią prowadzić. Niestety, statystyki nieubłaganie temu przeczą drodzy Panowie. Policyjne raporty wskazują odpowiedź na pytanie, która z płci jeździ bezpieczniej. Sprawcami zdecydowanie większej liczby wypadków, bo aż w 74,1% są panowie. Co ciekawe, również wśród pieszych sprawców wypadków zdecydowany prym wiodą mężczyźni, którzy przyczynili się do powstania 67,3% wypadków, podczas gdy kobiety spowodowały ich jedynie 31,4%.

Patrząc z tej perspektywy chyba należało by powiedzieć: o matko chłop za kierownicą! Może okazać się, że przyjdzie nam jeszcze zmienić powiedzenie, bo nowe przepisy zmuszą wszystkich kolekcjonerów lajków od drogówki do refleksji, bez względu na płeć.

Od 4 czerwca 2018 r. w życie wchodzą nowe przepisy, zgodnie z którymi po przekroczeniu 24 punktów karnych kierowca automatycznie nie straci uprawnień. I to byłoby na tyle dobrych wiadomości. Teraz okrutna prawda.

Jak to wyglądało dotychczas.

Do tej pory, kiedy kierowca za wszystkie swoje błędy lub celowe olewanie przepisów zbliżał się do uzyskania magicznej liczby 24 punktów karnych, zapisywał się na kurs i po jego zakończeniu oraz dostarczeniu zaświadczenia w tym przedmiocie swojemu staroście, konta kierowcy automatycznie odpisywało się 6 punktów. Kurs trwał 6 godzin lekcyjnych i dotyczył przyczyn wypadków, poziomu bezpieczeństwa na drogach i psychologicznych aspektów wpływających na zachowanie kierujących. Cała przyjemność kosztowała go 300 zł i nie kończyła się żadnym egzaminem. Takie miłe spotkania mają z tego względu swoich stałych bywalców, którzy zamiast jeździć jak przystało, odbębniają zajęcia, bez wysiłku otrzymują kwitek i gotowe. Można dalej bawić się w Kubicę.

Nowe zasady

Na szczęście ktoś w końcu pomyślał! Zamiast podnosić wysokość mandatów i rozstawiać fotoradary, próbuje załatwić sprawę systemowo. Być może zmiana podejścia do nałogowych piratów drogowych będzie bolała ich bardziej, niż o 100 zł wyższy mandat. Po wejściu w życie znowelizowanych przepisów, jeżeli taki delikwent przekroczy liczbę 24 punktów karnych nie tylko dostanie po kieszeni, ale będzie traktowany jak świeżo upieczony kierowca, a w tym zakresie ustawodawca przewidział daleko idące obostrzenia.

Po pierwsze primo: nazbierać 24 punkty w roku w cale nie jest łatwo. Jeśli ktoś jest normalnym, rozsądnym kierowcą może złapać jakieś drobne punkty np. za parkowanie, albo okazjonalnie niewielkie przekroczenie prędkości. Po drugie primo: po roku grzechy zostaną mu odpuszczone i będzie miał czyste konto, o ile nie nabroi znowu.

Jeśli jednak trafi na zdolniachę, który kolekcjonuje punkty nałogowo, jego sytuacja znacznie się pogorszy. Dla piratów drogowych przewidziano bowiem obowiązkowe kursy reedukacyjne. Nie będą to jednak miłe spotkania z urocza panią psycholog i panem policjantem. Kurs będzie trwał 28 godzin i trzeba będzie wziąć sobie 4 dni urlopu wypoczynkowego (pula 20 lub 26 dni zmaleje i może nie starczyć na mostek przy pierwszym maja). Koszt takiego kursu będzie wynosić 500 zł i kończyć się będzie egzaminem, za jedyne 1000 zł ekstra. Ukróci to z pewnością odbębnianie zajęć w obecnym stanie rzeczy i może recydywistom coś wpadnie do tych zakutych łbów zwłaszcza, że w ramach atrakcji przewidziane są badania psychologiczne. Co ważne nie będzie to zabawa dla stałych bywalców, bo na taki kurs będzie można zostać skierowanym (!), a nie samemu się skierować, raz na pięć lat. Jeśli w tym okresie czasu sytuacja się powtórzy, recydywista straci prawo jazdy i będzie musiał robić je od nowa, tak jakby nigdy wcześniej go nie posiadał.

Moim zdaniem świetny pomysł! Nie wszyscy jednak podzielają tę opinię. Przeczytałam ostatnio w tym temacie w Internecie wypowiedź jednego przedstawiciela handlowego, że to tylko wyciąganie pieniędzy od ludzi. Serio? Czyżby ten pan często musiał sięgać do portfela po kasę na mandaty, że ma taki pogląd na sprawę? Słysząc wypowiedzi utrzymane w tym tonie przypomina mi się obrazek, który ostatnio widziałam w Faktach. Potężny suw jadąc z ogromną prędkością na autostradzie, w trakcie szaleńczego manewru wyprzedzania uderza w tył osobówki , prawie rozwalając ją w drebiezgi. Aż cud, że nikomu nic się nie stało, bo wyglądało to strasznie. Może jak taki pan handlowiec albo inny liczykrupa popatrzy na sprawę z perspektywy pasażerów potraconego samochodu i zmieni zdanie.

On i inne osoby o podobnym światopoglądzie będą miały czas na przemyślenia, gdyż jeśli w ciągu pięciu lat od dnia skierowania na kurs reedukacyjny znowu przekroczą liczbę 24 punktów, stracą prawo jady i czeka ich ponowny egzamin, na nowych już zasadach.

Za pokutę

Tym razem nie będzie lekko. Po uzyskaniu nowego prawa jazdy czekać ich będzie dwuletni okres próbny w czasie którego:

  1. Będą musieli zrealizować obowiązkowy teoretyczny kurs doszkalający oraz obowiązkowe szkolenie praktyczne, które będą całkowicie odpłatne. Koszt to 100 zł za kurs i 200 zł za szkolenie. Dodatkowo trzeba się będzie pospieszyć, bo czas na realizację tego obowiązku został im z góry określony tj. między 4 a 8 miesiącem od dnia odebrania nowego prawa jazdy.
  2. Obowiązujące ich limity prędkości będą niższe niż standardowe tj. maksymalnie 50 km/h na obszarze zabudowanym, 80 km/h poza obszarem zabudowanym oraz 100 km/h na autostradzie i drodze ekspresowej dwujezdniowej.
  3. Przez okres ośmiu miesięcy nie będą mogli podejmować pracy jako kierowcy zawodowi ani podejmować działalności gospodarczej opierającej się na prowadzeniu samochodu (np. taksówkarz, ale i dostawca pizzy).
  4. Przez osiem miesięcy będą musieli również jeździć z zielonym listkiem. Jakież to twarzowe! Prawda 😉

Jeśli taki pirat drogowy recydywista nie będzie stosował się do tych zasad, starosta będzie posiadał uprawnienie do przedłużenia mu okresu próbnego. W tym celu wyda decyzję administracyjną, a z nimi nie ma żartów (wiem coś na ten temat, w końcu jestem od nich doktorem 😊).

Miejmy nadzieję, że te wszystkie zmiany poprawią stan bezpieczeństwa na naszych drogach i perspektywa wakacji w trasie będzie znacznie bezpieczniejsza.

Szerokości!

Agnieszka

Tekst opracowany na podstawie przepisów art. 91-95 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami (Dz. U. z 2016 r. poz. 627 z późn. zm.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *