Waluta szczęścia

Na blogu opisujemy Wam z naszej perspektywy sprawy, które zajmują nam głowę, czas prywatny i zawodowy, a czasem natrafiamy na kogoś lub coś, co powoduje refleksję, obok której nie możemy przejść obojętnie! Tym razem była to książka i to nie byle jaka.

Już sama autorka to osobowość w świecie mediów, cechująca się ogromnym profesjonalizmem, bezkompromisowością, szczerość i niewątpliwą inteligencją, która mam wrażenie nie jest standardem w świecie znanych i lubianych ze szklanego ekranu. Mowa o Pani Karolinie Korwin Piotrowskiej i jej najnowszej publikacji pt. „#sława”

Sama książka zrobiła na mnie wrażenie nie tylko ze względu na treść, ale także język. Więc tak niestandardowo pozwolę sobie od niego zacząć. Jako autor wielu książek, choć głównie prawniczych, naprawdę muszę docenić warsztat. Nie dość, że książka jest napisana po Polsku, a to nie jest powszechne zjawisko, to jeszcze na poziomie. Co większy sukces jest pisana poprawną współczesną polszczyzną z elementami języka potocznego, co nadaje całości luzu i lekkości, absolutnie nie umniejszając wysokiemu poziomowi. Wierzcie mi to nie łatwa sprawa i sama uczę się jej z różnym skutkiem. O wiele prościej jest pisać w języku branżowym, który bez względu na zakres merytoryczny wiele więcej wybacza. Rynek jest obecnie pełen poradników i „książek” pisanych przez celebrytów, gwiazdki i gwiazdeczki. Radzą nam oni w różnych kwestiach, mianując się często samozwańczo ekspertami w jakiejś dziedzinie. Pomijając często jakość i rzetelność tych porad, język jakim się posługują pozostawia wile do życzenia. Nie będę w tym miejscu wskazywać przykładów, bo sami z pewnością potraficie je wskazać. Nie chodzi o to by kogoś skrytykować, a raczej wskazać że warto dbać nie tylko o treść ale i formę.

Wartością książki jest także praca włożona zebranie materiału  „źródłowego”. Pani Karolina  przekopała się przez kawał historii „show biznesu” od początków jego powstawania. O jako takim możemy mówić już w czasach cara Mikołaja II i Królowej Wiktorii i Fryderyka Chopina. Sama byłam zaskoczona jak ciekawe były to postaci, jeśli spojrzeć na ich życie nie tylko od strony historii, jaką znamy ze szkoły. Dziennikarka omawiając poszczególne sylwetki ze świata filmu, muzyki i kręgów władzy opisała proces, w wyniku którego wykreowano takie jak i dziwo jak celebryta. Czytając opisane w książce skandale medialne początków XX w. odnosi się nieodparte wrażenie, że to z czym mamy do czynienia teraz to przedszkole. No nie oszczędziła swoich bohaterów pisząc często to, czego inni bali się napisać, mimo że tak myśleli (przykład – historia Księżnej Diany). Dostało się trochę też naszym rodzimym gwiazdom, ale jeśli ktoś liczy na publiczny lincz to niestety się rozczaruje.

Generalnie rzecz biorąc świetna pozycja! Polecam z całego serce, mimo że nikt mi za to nie płaci. Jeśli zastanawiacie się co przeczytać dla relaksu, ale na poziomie, to ta pozycja jest dla Was. Dla mnie ma jeszcze dodatkową wartość. Jak sięgnąć głębiej miedzy wiersze to #sława jest nierozerwalnie związana z pieniędzmi. To często właśnie dla niech ludzie pragną sławy, bo pieniądze dają szczęście. Gdyby go nie dawały, gwiazdy ekranu i telewizji, celebryci wszelkiej maści i medialne indywidua nie zabiegałyby o nie tak bardzo, pokazując dużo, a czasem nawet zbyt wiele. Nie ma co tak do końca ich za to ganić. Pieniądze to środek płatniczy szczęścia, a każdy z nas chce być szczęśliwy.

I nie mówicie, że nie…

Choć niektórzy uparcie twierdzą, że pieniądze szczęścia nie dają i każdy z nas spotkał się kiedyś z tym truizmem, pragniemy ich wszyscy tak samo, na większą lub mniejszą skalę, ale jednak.

Pieniądze są uniwersalnym środkiem płatniczym, bo zapewniają nam wszystko to co daje szczęście. Słyszałam już nie raz hasła w stylu: za pieniądze zdrowia nie kupisz! Ale kiedy się posypie opłacisz lekarzy. Za pieniądze nie kupisz przyjaciół! Ale tym, których masz możesz pieniędzmi realnie pomóc w trudnościach. Za pieniądze nie kupisz rodziny! Ale gdy ją masz, wykształcisz dzieci i zapewnisz spokój o Waszą przyszłość. To może jednak nie ma co się oszukiwać? Bieda szybko zabija miłość, radość, poczucie humoru i ten błysk w oku. Przynosi zaś marazm i zniechęcenie. Widzieliście kiedyś uśmiechniętego biedaka, który optymistycznie patrzy w przyszłość? Ja nie..

W gruncie rzeczy cała sprawa sprowadza się do jednego prostego pytania, na które odpowiedzi szukają filozofowie od zarania dziejów. Czym jest szczęście?

Nie mylą się pisząc, że dla każdego z nas czym innym. Dla jednego będzie to posiadanie szybkiego samochodu, dla innego spokój i czas spędzony z rodziną zamiast w pracy, na kolejnym etacie, żeby jakoś związać koniec z końcem. Dla dziecka będzie to spacer z mamą i lody, za które też ktoś musi zapłacić, albo prezent urodzinowy, choćby najdrobniejszy. A czym jest dla Was? Zapytaliście siebie?

Ja zapytałam. I odpowiedź nie jest ani spektakularna, ani wyjątkowa. Dla mnie to czas i spokój. Czas, który mogę poświęcić dzieciom i mężowi. Czas na wakacje i poczytanie książki dla relaksu, a nie dla podnoszenia kwalifikacji. A spokój? Oczywiście! Spokój o jutro i pojutrze, a nawet o to co za pół roku i na wypadek gdyby…

A czym sławetna Mamona, o której śpiewał Grzegorz Ciechowski jest dla Was? Co bylibyście w stanie zrobić dla pieniędzy? Zadaliście sobie kiedyś takie pytanie? Spróbujcie, może uda Wam się zdefiniować własne szczęście, a nie marzenia.

Agnieszka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *