Niezapomniana gwiazdka

Jak Polska długa i szeroka, święta bez choinki to nie święta. Może nie być barszczu, może nie być uszek, ale choinka to podstawa. Nieważne czy znajdziemy pod nią prezenty, czy jeśli już je tam przyniesie Aniołek (żadna tam gwiazdka i inne bajery – z Podhala jestem!) będą one duże, małe, trafione czy nie. Choinka daje nam niepowtarzalną atmosferę i wprowadza w nasze progi magię świąt.

Jakie choinki pamiętacie ze swojego dzieciństwa?

Patrząc z perspektywy lat, moja dziecięca choinka nie była może najokazalsza i najmodniejsza, ale czego można było się spodziewać po sztucznym tworze lat 80-tych (nie napiszę celowo którego wieku :P) Da mnie była jednak najpiękniejsza. Ubieraliśmy ją razem z dziadkiem i tatą, bo mama z babcią lepiły w tym czasie uszka, oglądając „Niewolnicę Izaurę”. Do dziś pamiętam, że światełka przypominały swym wyglądem prawdziwe świeczki i łapało się je do gałązek żabką (jak klamerką na pranie). Miały rożne kolory i nadawały blasku całemu pokojowi. Na szczycie oczywiście gwiazdka, albo szpic, w zależności od tego czego akurat nie udało się nam z bratem rozbić. Dziadek z tatą nie wybrzydzali, tylko ratowali sytuację czym było, łącznie z aniołkiem wiązanym do czubka. Do dziś pamiętam, że na choince nie wieszaliśmy takich okrągłych klasycznych bombek, tak popularnych teraz w marketach. Każda była inna. Miały kształt: sopli lodu, szyszek, Mikołajów, jabłek, aniołków itp. Hitem były jednak takie długie cukierki, owijane w świecące papierki. Były raczej niejadalne i można było nimi zabijać, ale na drzewku prezentowały się pięknie. Czasy były takie, że wiele rzeczy robiło się samemu. Takie nasze postkomunistyczne DIY. Mój dziadek był artystą malarzem i rzeźbiarzem. Potrafił wyczarować cuda z papieru. Robiliśmy kolorowe jerzyki (takie kulki jak pompony tylko składane z papierowych kółek nacinanych po okręgu, których tak powstałe końcówki kleiło się w stożki nawijając na ołówek) i oczywiście łańcuchy z papieru kolorowego. Nie były to jednak zwykłe łańcuchy. Żadne tam mniej lub bardziej regularne okręgi. Co to, to nie! Full profeska. Wycinaliśmy z papieru kwadratowe ramki, składaliśmy na pół i sklejaliśmy ze sobą na zakładkę. Wyglądało bajecznie. Kropkę nad „i” stanowiły anielskie włosy w kolorze srebrnym. Usłana była nimi cała podłoga no i oczywiście JA, dumnie paradująca w nowej, zniewalającej fryzurze, aż do wieczora, kiedy to konieczność kąpieli brała górę nad modą.

 

Dzisiaj nie pamiętam już ani jednego prezentu, który dostałam w dzieciństwie, a choinkę tak. Zupełnie jakby stała przede mną. Dowodzi to tylko jednego! Cokolwiek sprezentujecie swoim bliskim, nic nie dorówna atmosferze jaką możecie stworzyć. Aby dom pięknie wyglądał na święta wcale nie trzeba wielkich pieniędzy. Wystarczy pomysł, trochę determinacji, czasu i dużo kleju na gorąco (albo szkolnego kleju Magic, też daje radę). Ozdoby choinkowe można kolekcjonować latami, co roku dokupując małe coś. To także świetny pomysł na prezent, jeśli wiecie, że ktoś zbiera choinkowe zabawki. Podarowanie wyjątkowej ozdoby, czasem takiej na którą  ktoś nie mógłby sobie pozwolić, sprawi ogromną przyjemność obdarowanemu, a Wam kiedy w kolejnym roku zobaczycie prezent na wigilijnym drzewku.

Co roku dbam o to, żeby moje dzieci miały magiczne święta. Tworzone przez atmosferę, czas rodziców, czułość i uwagę jaką im poświęcamy. Prezenty oczywiście też muszą być. Co prawda młodsza pociecha nie zdaje sobie jeszcze sprawy co i jak,  ale za to mój cudowny nastolatek, listę życzeń długą jak pas startowy na Okęciu przedstawia już w połowie października.

Odkąd pojawił się na świecie mój syn, a to już trochę lat temu, prawdziwą choinkę miałam dwa razy. Pierwszą w roku jego narodzin i drugą w rok później. Niestety kreatywność dwulatka przewyższyła możliwości poznawcze matki i od tamtej pory mamy sztuczne drzewko. Plus jest jednak tego taki, że służy nam ono od lat, więc szaleństwo z wiązane z tym zakupem nas nie dotyczy.

Wiedziona doświadczeniem w tym roku postanowiłam postawić na nowy design. Minimalistyczny styl eko, trącący skandynawską i Podhańska nutką, podyktowany jednak nie modą, a zdolnościami bilokacji mojej córki. Bombki nie wchodzą w grę, podobnie jak ostre plastikowe elementy, czy inne tworzywa sztuczne, które w niewyjaśniony sposób mogły by się znaleźć w paszczy świątecznego globtrotera.

Aby rozwiązać ten problem postanowiłam udekorować choinkę własnoręcznie wykonanymi piernikami, światełkami i wstążkami. Sami oceńcie czy Wam się podoba. Przepis na pierniczki znajdziecie na naszym facebooku.

Tymczasem pięknych i spokojnych świąt. Odpoczywajcie jak zwykle przy dobrej lekturze 😉

Agnieszka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *