Jak (w miarę spokojnie) przeżyć czas do świąt i nie dać się zwariować

Odkąd pamiętam, końcówka listopada na nasze nieszczęście jest już mocno świąteczna. Ta cholerna bożonarodzeniowa gorączka z roku na rok pojawia się coraz wcześniej! Niestety przyzwyczaiłam się już do tego, że na przykład pierwsze produkty wsadzone w świąteczne opakowania są przemycane na półki już gdzieś w połowie października. Listopad to już też właściwie taki drugi grudzień.

Małe rzeczy pojawiają się tu i ówdzie: świąteczne dekoracje, Mikołaj na wszystkim co się da w sklepie, w telewizji zaraz po Wszystkich Świętych reklamy, które mają nas zachęcić do świątecznych zakupów (a odnoszą wręcz przeciwny skutek) itd. Całe szczęście radio broni się (ostatkami sił) przed tym, żeby nie puszczać świątecznych piosenek wcześniej niż 1 grudnia. Chociaż jacyś żartownisie puścili „All I Want For Christmas” już w czerwcu. Mało śmieszny żart – wiem, że sobie robili jaja, ale puszczając tą piosenkę w lecie sprawili, że ludzie będą jej nienawidzić jeszcze bardziej.

Jeśli już jesteśmy przy kulturze, nie wiem czy zwróciliście uwagę, ale pierwsze spoty telewizyjne Listów do M 3 (czy to naprawdę już trzeci film?) pojawiły się… w środku lata! Przecierałam oczy ze zdumienia, ale to prawda! I co z tego, że byli w tym roku pierwsi? I tak będą mieli wypełnione sale kinowe, bo ludzie pójdą na ten film z rozpędu, a mogliby sobie te spoty darować. Zastanawiam się czy nie powinnam w ogóle zbojkotować tego filmu! Po pierwsze przez brak w obsadzie Macieja Stuhra, a po drugie przez tą nieszczęsną kampanię promocyjną. Tak czy inaczej, przewracając kartkę z kalendarza z listopada na grudzień przed tym szaleństwem nikt nie ucieknie. Po trochu sami jesteśmy sobie temu winni. Daliśmy sobie sprzedać Boże Narodzenie jako produkt, z którym sprzedawcy muszą dotrzeć, a niestety potrzebują na to czasu. Zastanawiam się, czy ta bańka w końcu nie pęknie? Jak sądzicie? Nie miałabym nic przeciwko.

W grudniu, jak chyba w żadnym innym miesiącu ciągle się spieszę i stresuję. Czy to tylko ja mam takiego pecha, czy to normalna tendencja, kiedy los robi mi na złość? Powiedzmy, że idę po świąteczne prezenty i okazuje się że produkt się skończył, albo jest uszkodzony, albo tego rozmiaru już nie ma. Jest za to dostępny w sklepie na drugim końcu miasta. Musze się tam dostać, ale albo autobus ucieka mi sprzed nosa, albo zaczyna padać deszcz (bo nie śnieg, mimo że grudzień), albo po dotarciu na miejsce okazuje się, że ktoś wcześniej ode mnie ustrzelił upatrzony prezent. Wracam wtedy do domu sfrustrowana i zrezygnowana, mając za sobą zrujnowane popołudnie podczas którego nic nie udało mi się załatwić.

Prezenty prezentami, ale w grudniu wiecznie na wszystko brakuje czasu. Bo trzeba zdążyć z prezentami, bo jeszcze wigilia w pracy, a i końcówka roku, więc i zdarzają się nadgodziny, a kto wierzący to jeszcze przydałoby się pójść do spowiedzi, na którą też trzeba znaleźć chwilę, bo na święta do konfesjonału ruszają wszyscy. Nie wspominam nawet o tym, że w kuchni się szaleje, bo wszystko musi być na świeżo, więc nie da się tego zrobić wcześniej (zwłaszcza mając dużą rodzinę). W domu trzeba posprzątać, bo w bałaganie nikogo nie będziemy gościć itd.. Koniec końców bywa tak, zaraz przed Wigilią padamy z nóg ze zmęczenia i nie mamy ochoty cieszyć się świętami. Brzmi znajomo?

Przyjrzałam się sprawie już jakiś czas temu i stwierdziłam, że może uda się z tym coś zrobić. W zeszłym roku wypróbowałam parę rzeczy i nie było tak źle, zauważam pewien progres, więc podzielę się z Wami pewnymi radami, choć może Ameryki nie odkryję!

Jeśli chodzi o prezenty, podchody zaczynam robić już w październiku, żeby choćby móc wybadać co się komu podoba lub czego im najbardziej potrzeba. A później szukam tego i owego w Internecie i albo zamawiam, albo staram się kupić w sklepie stacjonarnym. Na takie zakupy polecam termin… no na przykład teraz. Jest duża szansa, że przesyłka dojdzie w kilka dni, a nie tygodni. No chyba że lubicie sceny jak z amerykańskich filmów, a łażenie po zatłoczonych galeriach handlowych sprawia Wam przyjemność. Aha, z zakupami sprzętów też nie dajcie się zwariować – zaraz po świętach będą jeszcze większe obniżki, bo przyjdzie „czyszczenie magazynów” albo „wietrzenie magazynów” czy jeszcze inna głupia czynność zwiastująca zmianę towaru i konieczność wyprzedaży.

Jeśli chodzi o mój kalendarz rzeczywiście da się rozładować te najbardziej napięte terminy. Kluczem jest dobra organizacja – dobrze jest się zastanowić nad tym co rzeczywiście można zrobić wcześniej, a co wymaga naszej uwagi zaraz przed świętami. Weźcie kalendarz do ręki i popatrzcie realnie ile macie wolnych weekendów i wolnych popołudni. Nie tak dużo jak myśleliście! Mierzcie siły na zamiary! Polecam Wam zaprzyjaźnić się z aplikacjami zakupowymi na telefon, np. Listonic albo OI Shopping list lub coś w stylu OneNote. Po telefon i tak sięgacie, więc równie dobrze możecie mieć w nim listę zakupów. Osobiście korzystam z najbardziej uniwersalnej apki czyli Google Keep, bo synchronizuje mi się z tym co piszę na kompie, a siedzę przy nim sporo więc to idealne rozwiązanie.

Jeśli chodzi o kuchnię i domowe obowiązki cóż, wigilia sama się nie zrobi, ale można by pomyśleć nad włączeniem w przygotowania całej rodziny, a nie zostawiać wszystkiego no cóż, najczęściej mamie albo babci. Czasami niewiele potrzeba! Wystarczy wynieść śmieci albo skoczyć do sklepu po brakujące produkty. Albo pilnować tego, żeby zlew w kuchni był czysty, a zmywarka pusta. Żeby było gdzie i na czym toczyć bój z pierogami albo uszkami (które można nawet zrobić teraz i zamrozić). A właściwie to czemu przygotowanie potraw zostawiać jednej rodzinie? Może każdy przyniesie coś od siebie?

Jeśli macie w planach Porządki Roku, czyli mycie frontów szafek, kafelków w łazience, albo reorganizację garnków i talerzy w kuchni – lepiej sobie to na święta darować. To niepotrzebna praca, którą można wykonać na jesień, albo na wiosnę oszczędzając sobie czas. Ten grudzień to powinien być dla roku jak niedziela dla tygodnia – dla odpoczynku! Ale mam ochotę się zaśmiać, bo wiem jak to zawsze wygląda. Klucz w tym, żeby nie dać się zwariować.

Ho ho ho!

D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *