Jak James Bond za kierownicą

Jakiś czas temu w jednym wpisie pisałam, że „muzyka jest nieodłącznym elementem codziennych podróży i nie umiem bez niej żyć” (wpis, który mi to uświadomił możecie przeczytać TUTAJ). Od tamtej pory niewiele się zmieniło, ale zaczęłam się zastanawiać, czy jadąc samochodem z mocno podkręconą muzyką nie proszę się o mandat.

Muzyki w samochodzie słucham nałogowo. Nie ruszę, dopóki nie włączę czegoś do słuchania – wiadomości, radia, płyty, czegokolwiek. Często chcę po prostu się odseparować od świata i rozproszyć myśli. Nie wspomnę już o tym, że to ratuje mi tyłek, kiedy godziny za kółkiem nużą i trzeba się obudzić, no i w ogóle czas płynie mi zdecydowanie szybciej. Oczywiście pozostaje kwestia repertuaru, zwłaszcza kiedy ma się towarzystwo! Włączając radio narażam się na puszczane do porzygu „Despacito” na każdej stacji (to na pewno znacie), więc lecę w klasykę, odpalam Queen i śpiewam sobie „Bohemian Rhapsody” (to musicie znać!) z Freddiem Mercurym. Albo naprawdę podkręcam głośniki na maksa dla Hansa Zimmera i jego „Time” z Incepcji (jeśli jeszcze nie znacie, musicie poznać!).

Muzyka jest właściwie tym czymś, bez czego w podróży nie umiem żyć. Zamykam się wtedy w swoim świecie i jest mi najlepiej. Każdemu jest dobrze w swoim własnym świecie… Gorzej jeśli z chwilą otwarcia okiem zaczynają się przenikać. Dochodzi wtedy do niemiłej konfrontacji z rzeczywistością. Najbardziej znamienne są spotkania z panami „zimny łokieć” albo „pacz mała jake mam zaebyste głośniky”. Do naszych uszu dochodzi muzyka chodnikowa albo z wyraźnymi gangsta-bitami, które umówmy się, nie każdy musi lubić. Trudno takich typów nie zauważyć. Właściwie są niegroźni – przejadą i zaraz ich nie ma, ale gorzej jak się za takim jedzie dłużej… Z resztą, problem nie dotyczy tylko ich. Nie trzeba non stop słuchać czegoś głośno, aby zrobiło się niebezpiecznie – wystarczy jedna nasza ulubiona piosenka, której dawno nie słuchaliśmy, a która właśnie leci w radiu i chwila nieuwagi.

Producenci samochodów raczej wychodzą nam, melomanom, naszym potrzebom i bezpieczeństwu naprzeciw. Możemy cieszyć się w nich sprzętem o naprawdę dobrej jakości, z krystalicznym przestrzennym dźwiękiem HD, HQ, dolby surround czy co tam jeszcze, ale nie wiem czy to do końca dobre rozwiązanie. Całe szczęście te wszystkie systemy dźwiękowe są coraz bardziej intuicyjne i tak skonstruowane, aby nas kierujących jak najmniej rozpraszać, ale wszystkie parametry sprawiają, że zamykamy się w blaszanej puszce, do wnętrza której nic nie dochodzi. Ani dźwięku klaksonu, krzyków, rozpędzonego motocykla albo ciężarówki, ani karetki albo jakiegokolwiek pojazdu uprzywilejowanego. Już nie mówię o tym, że podświadomie stajemy się pod wpływem muzyki bardziej nonszalanccy i pewni siebie i o tym, że o wiele ciężej jest nam się wtedy skoncentrować. Ciekawe kto nie będzie próbował cwaniakować na drodze słuchając tego lub tego.

Co mówi prawo? Nie ma żadnych przepisów regulujących kwestię muzyki w samochodzie. Wryję się trochę Adze w jej „poPrawne” tematy… Zbyt głośne słuchanie muzyki w samochodzie może kwalifikować się pod Kodeks drogowy, który w art. 3 ust. 1, który stanowi, że:

Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo gdy ustawa tego wymaga - szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie.

Źródło: Ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym,  Dz.U. 1997 Nr 98 poz. 602

Podkreśliłam najważniejsze słowa klucze. Chyba nie trzeba nic dodawać?

Jeśli jest to mało, możemy się zakwalifikować jeszcze pod art. 51. § 1 kodeksu wykroczeń:

Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Źródło: Ustawa z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń, Dz.U. 1971 Nr 12 poz. 114

Za takie wykroczenie grozi nam mandat w wysokości 500 zł.

Taka mała rada na koniec, już abstrahując od mandatów… Jeśli nie chcecie wyłączyć głośnej muzyki dla własnego bezpieczeństwa, zróbcie to dla swojego portfela (dla bezpieczeństwa przy okazji). Być może dzięki temu szybciej zorientujecie się jeśli coś jest nie tak z Waszym samochodem! Samochód jak kobieta, czasem trzeba go posłuchać!

Serdeczności,

D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *