Ed Sheeran i Adele, czy raczej Zenek Martyniuk i ABBA?

Wakacje zbliżają się do końca, a wraz z nimi sezon na wesela. Nie przestaję jednak o nich pisać! Postanowiłam zapytać mistrzów w dziedzinie prowadzenia imprez weselnych, Michała i Szymona, o kilka rzeczy których od jakiegoś czasu byłam ciekawa. Zapraszam na rozmowę z ekipą „Mistrzowskiego Wesela”!

fot. Krzysztof Jaremczak

Cześć! Cieszę się, że udało nam się znaleźć chwilę! Powiedzcie, jak długo ekipa „Mistrzowskie Wesele” zajmuje się prowadzeniem wesel? Skąd wziął się ten pomysł?

Michał: Wszystko zaczęło się 5 lat temu. Nasi znajomi którzy brali ślub wiedzieli, że pracujemy w branży eventowej. Byłem DJ-em klubowym/eventowym, a Szymon animatorem czasu wolnego w kurortach zagranicznych.

Szymon: Ola i Michał chcieli, żeby ich wesele było inne niż wszystkie. Mieli swoją wizję, by przyjęcie odbiegało od przyjętych standardów. Mimo iż rodzice zamówili salę w lokalnej remizie, para młoda nie zniechęciła się do spełnienia swoich oczekiwań. Okrągłe stoliki zamiast ław, dekoracja z kwiatów zamiast kolorowych baloników i DJ z konferansjerem, zamiast lokalnej kapeli weselnej, która toastów przy wódeczce nie odmawiała. To było nasze pierwsze wesele. Stres był ogromny, niczym rozmowa kwalifikacyjna w nowej pracy. Zadowolenie gości okazało się impulsem do dalszej współpracy.

Jaki jest wasz przepis na udane wesele?

M.: Tego nie możemy zdradzić do końca (śmiech – przyp. red.), gdyż tak jak dobry kucharz strzeże swojego przepisu, my strzeżemy swojego przepisu na udane wesele. Od początku istnienia mamy jednak wytyczony swój kierunek działania.  Nasza dewiza to: „Mistrzowskie Wesele z Klasą”.

Sz.: W praktyce wygląda to tak, że uciekamy od schematów, stawiamy na indywidualne podejście do klienta oraz nowoczesność. Zawsze naszym marzeniem było to, aby organizować wesela inne niż wszyscy. Bez standardowych i przewidywalnych zabaw typu krzesełka (kiedy goście mają za zadnie usiąść na krześle kiedy muzyka przestaje grać, przy czym krzeseł jest mniej niż uczestników zabawy – przyp. red.) czy kareta (wtedy czytana jest historia o Królu i Królowej, pojawiają się w niej różne postacie, którymi są goście – słysząc imię swojej postaci należy wstać i obejść krzesło dookoła – przyp red.) bez mrugających świateł, czy mało estetycznej DJ’ki ułożonej na białym obrusie. Nasze DJ’ki zaprojektowane są przez francuskich architektów, zabawy to niestandardowe animacje typu: club dances, face dance mask, talent show, a oprawa świetlna to najwyższej jakości reflektory budujące magiczny nastrój sali weselnej.

M.: Oczywiście najważniejsza w tym wszystkim jest muzyka, którą dobieramy pod preferencje klientów. Jako jedni z niewielu w Polsce gramy z teledysków. Oznacza to, że przez całe wesele ustawione są dwa duże telebimy, na których lecą teledyski do których bawią się goście.

Jak według Was zmieniły się zwyczaje weselne w ciągu ostatnich lat? Obserwujecie jakieś zmiany?

M.: Zwyczaje weselne zmieniają się wbrew pozorom, co kilka lat. Obecnie to mix polskiej tradycji, mody z zachodu i autorskich pomysłów młodej pary. Często widzimy druhny w jednakowych sukniach, niczym z amerykańskich filmów. Bardzo modne stały się pokazy sztucznych ogni, czy wesela w plenerze pod białymi namiotami. Wiele jest także przyjęć w stylu rustykalnym. Odpowiadając na ten trend zaprojektowaliśmy pierwszą w Polsce DJ’kę rustykalną.

Sz.: Jeśli chodzi o weselne obrzędy, to w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat niewiele się zmieniło. Nadal młode pary witane są chlebem i solą, nadal tłuką kieliszki, nadal organizuje się oczepiny. Ten ostatni obrzęd ma jednak w dzisiejszych czasach tylko symboliczne znaczenie.

fot. Krzysztof Jaremczak
Wybaczcie, ale muszę spytać…! Jak sądzicie, dlaczego Polacy najlepiej bawią się do disco polo?

Sz.: Wiedzieliśmy, że zadasz to pytanie! Nasze drogi z Michałem prawie rozeszły się przez ten gatunek muzyczny!

M.: Już wyjaśniam dlaczego. Jako DJ klubowy miałem zakusy, aby grać typowo nowoczesną muzykę z połączeniem lat 70 i 80 i unikać disco polo.

Sz.: Moje zdanie było nieco inne, gdyż jako animator/konferansjer obserwuję ludzi przez całe wesele i po mniej więcej trzech utworach wyczuwam do czego najlepiej się bawią. Raz jest to Ed Sheeran i Adele, a raz Zenek Martyniuk i ABBA. Jako wykonawcy dostosowujemy się do wymagań i preferencji gości. Nam zależy przede wszystkim, aby wszyscy dobrze się bawili, gdyż to daje nam kopa do działania. Pełen parkiet oznacza dla nas pełen sukces. Po pięciu latach pracy i setkach przeprowadzonych wesel możemy odważnie powiedzieć, że nie istnieje coś takiego jak złota playlista.

M.: Tu pojawia się słowo klucz – elastyczność.

Jak wygląda organizacja wesela z Mistrzowskim Weselem krok po kroku?

Sz.: Michał przed chwilą wspominał o elastyczności. To właśnie ona pozwala nam w sposób indywidualny i spersonalizowany podejść do klienta. Każda para jest inna, dlatego my też musimy dostosować się do wymogów i ich oczekiwań. Pytałaś jak to wygląda. Na początku, podobnie jak wedding plannerzy aranżujemy spotkanie z młodą parą. Wtedy poznajemy ich plan na swoje wymarzone wesele. W razie potrzeby doradzamy i inspirujemy. Następnie jesteśmy w stałym kontakcie mailowym i telefonicznym, aby stworzyć ofertę szytą na miarę. Kiedy już wszystko jest zaplanowane uzgadniamy pełen scenariusz wesela, ale zawsze staramy się kierować zasadą „Traktuj wesele swoich klientów, jakby to było twoje własne”.

Jak wygląda taki przykładowy plan dnia weselnego?

M: Samo przygotowanie sali zajmuje nam trzy godziny. Ustawienie DJ’ki, świateł, telebimów. Czasami śmiejemy się, że organizujemy mini koncert. Następnie testujemy cały sprzęt, sprawdzamy mikrofony i mikroporty oraz nagłośnienie sali. W międzyczasie Szymon sprawdza akustykę oraz „próbuje” się na mikrofonie. Kiedy wszystko jest gotowe przywdziewamy garnitury. Tutaj musimy pochwalić się trochę, gdyż każdy z nas na chwilę obecną w swojej szafie po 10 garniturów. Śmiejemy się, że to więcej niż nasze dziewczyny mają sukienek. Na każdym weselu Szymon przebiera się 4 razy, a ja preferuję 2 style: do północy elegant, po północy casual.

Sz.: Kiedy nadchodzi godzina wejścia młodej pary, oczekujemy w gotowości i następnie zaczynamy od powitania. Trwa to około 5 minut. Po uroczystym obiedzie zaczynamy zabawę. W trakcie wesela przyjmujemy funkcję concierge. Oznacza to, że przejmujemy wiele obowiązków za parę. Jesteśmy pośrednikami pomiędzy Młodą Parą, kuchnią, a obsługą sali. Obserwujemy co się dzieje na sali i reagujemy. W trakcie wesele przeprowadzamy kilka autorskich zabaw. Nie uznajemy zabaw z podtekstami seksualnymi i zmuszającymi do picia alkoholu.

To dobrze, bo niektóre zabawy są wyjątkowo niesmaczne… A jaka jest najśmieszniejsza historia weselna, której byliście świadkami?

M.: Na każdym weselu stolik obsługi jest kopalnią opowiadanych sytuacji. Dzielimy się śmiesznymi historiami, wpadkami, oraz codziennością i trudami wykonywanej pracy. Jedną z najśmieszniejszych sytuacji była akcja z „typowym wujkiem” weselnym, który nie chciał dopuścić do pierwszego tańca Pani Młodej, gdyż chciał sam z nią tańczyć, ale Szymon go zahipnotyzował, złapał pod rękę i stali jak Stare Dobre Małżeństwo pod ręką, przez cały pierwszy taniec. Od czasu do czasu próbował wyrwać się, ale Szymon niczym szeryf mocno trzymał go za rękę. Z opowieści stolikowych słyszeliśmy o parze młodej, która nie dotrwała do oczepin!J

Zastanawiam się jaki jest Wasz ulubiony moment podczas wesel…

Sz.: Ulubiony moment na weselu? Zdecydowanie chwila performance’u, show. Moment kiedy zrzucam elegancki garnitur i zakładam wersję sportową. Przebieram się w garnitur Supermana tworząc ekscytację i widowisko, gdzie tańczę z np. 150 osobami na raz. Porywam wtedy wszystkich w wir tańca grupowego tworząc coś nowego. Nie zmuszam nikogo do wzięcia udziału w pojedynkę. Uwielbiam patrzeć na emocje tych ludzi, kiedy są sobą i świetnie się bawią.

M.: Mnie największą satysfakcję sprawia moment, kiedy Pani Młoda, staje za konsoletą i pozwalam jej na mixowanie piosenek. Kiedy widzę, że ona jest zadowolona od razu przekłada się to na moje zadowolenie. Przy okazji po chwili ustawia się sznur dziewczyn, które chcą również mixować. Mam nadzieję że tego wywiadu nie przeczyta moja dziewczyna! (śmiech – przyp. red)

fot. Krzysztof Jaremczak
Czy pamiętacie jeden wzruszający moment podczas któregoś z wesel, który szczególnie utkwił Wam w pamięci?

Sz.: Najbardziej wzruszający moment w naszej pracy, to zdecydowanie podziękowanie dla rodziców. Są głęboko zakorzenioną tradycją podczas polskich wesel, chociaż coraz częściej zauważamy ewolucję odstępstwa, dowolność… Niegdyś nie do pomyślenia było przeprowadzenie podziękowań dla rodziców bez koronnego utworu Urszuli Sipińskiej pt. „Mam cudownych rodziców”.

M.: Owszem, jest to piękna piosenka, jednak jej powtarzalność i przewidywalność sprawia, że pary młode odchodzą od tej melodii. Coraz częściej zauważamy podziękowania dla rodziców w formie filmu.

A czy widząc tyle zawieranych małżeństw potraficie na podstawie tego, co obserwujecie przewidzieć który związek będzie udany i szczęśliwy?

Czasem patrząc na dwoje ludzi, którzy powiedzieli sobie sakramentalne tak, miłość unosi się w powietrzu. To widać jak na siebie patrzą, jak tańczą, z jaką czułością obchodzą się do siebie. Rzadkością są wesela organizowane z przymusu lub tzw. wpadki. Dotychczas wszystkie nasze pary są ze sobą nadal, gdyż utrzymujemy z nimi kontakt. Często wychodzimy na wspólną kolację czy umawiamy się na piwo!

Chłopaki, dzięki za rozmowę!

D.

 

 

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *